Zagubiony – „Labirynt Fauna” [Recenzja]

(Pan’s Labyrinth; Hiszpania, Meksyk 2006; reż. Guillermo del Toro; obsada:  Ivana Baquero, Ariadna Gil, Sergi López)

Wyobraźcie sobie następującą fabułę, osadzoną w historii naszej Ojczyzny: dawno, dawno temu w Polsce istniały złe rządy komunistów. Przeciwko ich niesprawiedliwej władzy wystąpili partyzanci z Armii Krajowej, którzy ukryli się w lasach. Główną bohaterką opowieści jest jednak dziewczynka, której ojciec umarł, a jej mama wzięła ślub z ohydnym, psychopatycznym funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, który w bezlitosny sposób poluje na dobrych i nieskazitelnych żołnierzy AK. Osamotniona i zamknięta w sobie dziewczynka bardzo lubi czytać polskie legendy i niebawem w ruinach krakowskiego zamku odnajduje grotę, w której mieszka smok wawelski. Razem zaprzyjaźniają się i postanawiają… łoj! Chyba mi się coś pomieszało, eeee… Ach, byłbym zapomniał! To nie jest film dla dzieci. Znaczy się, mamy tu smoka wawelskiego i może jeszcze złotą kaczkę, muminki, centaury, orków, żaberzwłoki  i inne fantastyczne stwory, ale obok tego wątku dziecięco-magicznego toczy się jeszcze jeden – poważny thriller wojenno-polityczny, w którym obserwujemy, jak ów ohydny i psychopatyczny pułkownik UB w sadystycznych uniesieniach masakruje w piwnicach swojego domu oponentów socjalistycznej ojczyzny. Z naturalistycznymi detalami, ale nie za bardzo, żeby nie odstraszać zbyt wielkiej liczby widzów, prawda? Podsumowując: wsadzamy do miksera „Tajemnicę wiklinowej zatoki” albo „Smerfy” czy jakąś tam inną bajkę oraz „Przesłuchanie”, „Obławę” i „Historię Roja”. Ktoś chętny do wypicia tego koktajlu?

Na tym mniej więcej polega wyróżnik filmu Guillermo del Toro, który zrobił chyba jeden z najdziwniejszych filmów, jaki podbił serca naiwnych widzów na całym świecie w roku 2006 i przyciągał następnych miłośników w kolejnych latach. W sumie go nawet podziwiam: gość postanowił sprzedać odbiorcom coś, co uznał za piękne. Dzięki własnej rozbudowanej wyobraźni zdołał pokazać nam coś, co osobiście zatrzymało mi oddech podczas oglądania. Historię dziewczynki imieniem Ofelia, która odkrywa świat fantazji w leśnych ruinach, gdzie okazuje się mieszkać… tytułowy potwór o przerażającym, a zarazem fascynującym wyglądzie. Tymczasem akcja filmu toczy się w Hiszpanii podczas II wojny światowej, w trakcie rządów Francisco Franco. Matka dziewczynki jest żoną okrutnego oficera Vidala, który dąży do zniszczenia oddziałów partyzanckich kryjących się w ostępach leśnych gdzieś za dowodzoną przez niego bazą. Schwytanych przeciwników torturuje za pomocą swych „narzędzi perswazji”. Tak więc Ofelia trafia do istnego Jądra Ciemności, lecz od koszmaru wojny ratuje ją dziwna gra z faunem, który w tajemnicy przed wszystkimi zleca jej szereg niezwykłych zadań do wypełnienia takich jak zrobienie eliksiru z mandragory czy spotkanie z nagim, pazurzastym, okorękim monstrum, które pożera dzieci. Okorękim? Cóż, jeśli jesteście ciekawi, co mam na myśli, po prostu obejrzyjcie. Ale tylko, jeśli macie więcej niż 18 lat, choć nawet i wtedy możecie się nabawić niezłej traumy, po której sami będziecie chcieli uciec… do labiryntu fauna.

Chcociaż już na początku dowiadujemy się, jak film może się zakończyć, to jednak trudno nie być zafascynowany przebiegiem wydarzeń. Połączenie przez Guillermo del Toro dwu kilku gatunków filmowych daje piorunujący efekt. Z jednej strony mamy tajemnicę, za którą podążamy wraz z główną bohaterką i jesteśmy ciekawi, co będzie dalej. Wątek baśniowy każe nam się zastanowić, gdzie znajduje się granica między wyobraźnią a rzeczywistością. Reżyser wprowadza nas w symboliczne wizje dziecięcej wrażliwości, przedstawiając nam mroczną, niepokojącą podróż w głąb ludzkiej psychiki. Warto zaznaczyć, że potworów w filmie nie pojawia się zaraz tak wiele: naliczyłem tylko trzy, którymi są tytułowy faun, okoręki dzieciobójca i wypluwająca samą siebie ropucha (poza nimi występuje również grupa wróżek). Nie dajcie się jednak zwieść: choć ogólny zarys fabuły przypomina zwykłą baśń (i to w wielu momentach hollywoodzką), to jej przekazem nie jest żaden górnolotny banał albo tanie, efekciarskie pustosłowie. Aby w pełni zrozumieć to dzieło, potrzebne jest to, co posłużyło twórcy filmu do przeniesienia ich na ekran: wyobraźni. Czystą rozrywkę możecie znaleźć w innym dziele reżysera – „Pacific Rim” (starcie sterujących ogromnymi robotami ludzi z przybyszami z kosmosu), ten obraz natomiast jest jak dzieło sztuki: analizowane, pozwala odnaleźć wiele intrygujących tropów, które naświetlają nam nieznane wcześniej, ukryte w podświadomości zagadnienia, takie jak: co nami kieruje? Skąd przybywamy? Czym jest śmierć?

Innym niezmiernie mocnym atutem tego filmu jest czarny charakter, który wzbudzał od początku moje zainteresowanie. Jest on bezwzględnym służbistą, który nie waha się zastrzelić niewinnych wieśniaków, aby tylko upewnić się, że nie będą pomagać wrogom Hiszpanii. W bestialski sposób obchodzi się z jeńcami, od których usiłuje wydobyć informacje o wrogu. W trakcie seansu otrzymujemy jednak kilka informacji, które mogą wywołać w nas współczucie. Okazuje się on człowiekiem, któremu bardzo zależy na tym, by być jak zmarły bohaterską śmiercią ojciec. Bardzo też zależy mu na swym nowo narodzonym synu, z którym wiąże wielkie nadzieje. To postać, która jednocześnie przeraża i odstręcza, ale nie do końca. Jeśli chodzi natomiast o świat fantastyczny, to projekty pojawiających się stworów można określić jako znakomite (choć to – jak najbardziej – rzecz dyskusyjna). Niestety, blado na tym tle wypada Ofelia, której roli odtwórczyni nie zachowywała się czasami dość sztucznie. Raziły mnie też sceny, w których postrzelona postać upadała dopiero po paru sekundach, co ocierało się o niezamierzony komizm. W dodatku niektóre zwroty akcji były zrobione nieco na siłę, ale to akurat można jeszcze zrozumieć – tego wymagała baśniowa konstrukcja utworu.

Oczywiście, nie wszyscy poddadzą się tym samom refleksjom, jak wyżej przytoczone. Obok jego wiernych, często bezkrytycznych wielbicieli znajdą się ludzie, którzy machną rękami, uznając to za zwykłe widowisko, skierowane do młodzieży (a może nawet i dla dzieci), przepełnione komputerową grafiką, ckliwym realizmem magicznym, prymitywizmem środków wyrazu, papierowymi postaciami i nielogicznymi rozwiązaniami scenariuszowymi. Bardziej oczytani widzowie bedą sarkać na warstwę ideologiczną filmu, którą niefortunnie okazało się gloryfikowanie lewicowej partyzanki zwalczającej – jak to tam określono – faszystowską dyktaturą generała Franco. Przyznam się bez bicia, że również mi się nie podobał ten zabieg. Osobiście uważam, że przesłanie dzieła nie musi kolidować z jego poziomem artystycznym (np. komunistyczne arcydzieło „Pancernik Potiomkin” lub rasistowska epopeja „Narodziny narodu” czy z nowszych wywołujące wiele kontrowersji majstersztyki w rodzaju „Idy”). Po „Labiryncie fauna” mieliśmy wiele filmów o drugiej wojnie światowej, które naginały rzeczywistość z tamtych lat do własnych celów, np. „Bękarty wojny” albo „Chłopiec w pasiastej piżamie”, nie wspominając już o masie hollywoodzkich bzdetów w rodzaju „Bitwa o Anglię”, „Enigma”, „Walkiria” i tym podobnych. W tym samym czasie, co „Labirynt fauna”, na ekranach kin gościł „V jak Vendetta”, który opowiadał o… konflikcie chrześcijańskiego, faszystowskiego totalitaryzmu z lewicowo-liberalnym, anarchistycznym wojownikiem (czytaj: terrorystą). Tak więc pamiętajmy – bawmy się dobrze na filmach, które nas zachwycają, kibicujmy bohaterom, z  którymi się utożsamiamy, lecz równocześnie czytajmy książki i nie dajmy się zmanipulować.

OCENA: 8/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s