Przygoda w autobusie, czyli alkohol prawdę ci powie

Chyba każdemu z nas, chociaż raz przytrafiła się dziwna przygoda w trakcie podróży środkiem transportu publicznego. Bardzo często dotyczyła ona jakiegoś pasażera, a dokładniej jego nieadekwatnego zachowania i pogwałcenia zasad savoir-vivre’u w miejscach publicznych. Wiem, wiem. Brzmi to na razie dosyć snobistycznie, ale nie bójcie się. Nie zamierzam Was zanudzać tymi zasadami.

Chciałbym Wam zwrócić uwagę na troszkę inny problem, który w pewnym stopniu powiązany jest z wcześniej wymienioną kwestią. Wiem (Ile to ja rzeczy wiem? Chyba nie jestem najlepszym przykładem dla słów Sokratesa), brzmi to znowu skomplikowanie, ale spokojnie. Koniec z tymi enigmami. Pora wrócić do początku, do mojej autobusowej historii.

Yhym, aha…

Zapamiętajcie na przyszłość. Jeśli dosiądzie się do Was przypadkowy, podchmielony osobnik płci męskiej w autobusie i zacznie was zagadywać, to NATYCHMIAST wysiądźcie. Ewentualnie możecie spróbować się przesiąść, ale uważajcie. Nie wiecie, jak może zareagować ten mężczyzna. Ja miałem sporo szczęścia. Nie będę też oszukiwać, że jak rasowy kretyn nic nie zrobiłem i wdałem się w dyskusję z tym osobnikiem. Na własne szczęście zachowałem resztki rozumu i zrobiłem to, co chyba powinienem. Złagodziłem sytuację i na każde pytanie tego mężczyzny odpowiadałem wyrazami typu: „Aha”, „Tak, proszę pana” czy „Yhym”. Szczęście było tego dnia po mojej stronie, ponieważ ów bachusowy sługa wysiadł na pierwszym przystanku, który mijał autobus. Nic złego się nie stało, ale to doświadczenie dało mi wiele do myślenia.

Co mój skretyniały mózg wymyślił?

Coś, co wcale nie jest tak zabawne, jak mogłoby się komuś wydawać. W czasie omówionej wcześniej historii nie wspomniałem o jednej, w sumie oczywistej  rzeczy. Ja i ten człowiek nie byliśmy sami w autobusie. Wielu ludzi minęło nas, a mimo to nikt nie zwrócił uwagi temu mężczyźnie, kiedy atakował słownie młodego, bezbronnego i Bogu ducha winnego nastolatka (Dobrze, może nie należę do osób o czystym sumieniu, ale w tamtym momencie niczego szczególnego nie zrobiłem). Gdyby ten mężczyzna okazał się groźny, to nie wiem, jak by się to wszystko skończyło. Na pewno nie najlepiej.

Znieczulica znów atakuje!

Znieczulica społeczna, czyli problem, o którym wspominałem na samym początku, to jedna z wielu chorób cywilizacyjnych XXI wieku. Sam należę do osób, które się jej kiedyś poddały. Też byłem świadkiem, jak pewien starszy człowiek wyzywał kobietę w autobusie. Wszyscy to widzieli, ale zareagował tylko jeden mężczyzna i nie byłem to ja. Teraz jednak zacząłem myśleć o takich sytuacjach trochę inaczej. Nie mówię, że zaszła we mnie wielka przemiana i od teraz jestem innym, lepszym człowiekiem. Po prostu żyję teraz nadzieją, że kiedy (nie jeśli) znów będę świadkiem takiej sytuacji, znajdę w sobie odrobinę odwagi cywilnej i pomogę tej atakowanej osobie.

Taką samą nadzieję pokrywam w Was, czytelnicy. Może, kiedy znajdziecie się w takiej sytuacji uda Wam się kogoś wesprzeć i kto wie, uratować. Serdecznie gratuluję również osobom, które dotąd wytrwały i przeczytały wszystko. Ewidentnie nie wiecie, co robić ze swoim życiem. Chyba że to ja piszę w miarę znośne teksty. Wybór należy do Was.

Bartek Matusik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s