Co się tyczy morza

Mały, jasnowłosy chłopiec stał plecami do mnie. Ciągle kaszlał i pociągał nosem. Wyciągnąłem rękę z chusteczką w jego stronę, lecz on nawet mnie nie dostrzegł. Oddychał tylko głośno od czasu do czasu, zachłystując się powietrzem pełnym  jodu. Patrząc na swoją złocistą, piaskową fortecę, trzymał w ręce czerwoną łopatkę. Z oddali słychać było nawołujący głos. Chłopiec odwrócił się i pobiegł w  stronę, z której dobiegał. Spojrzałem w dół na swoje stopy. Był kwiecień, stałem bosy na piasku, a fale coraz częściej dosięgały moich stóp. Woda w morzu była lodowata, cały przemarzłem. Wiedziałem, że została mi krótka chwila, nim znów zapomnę, jak wyglądają kolory nieba. W zimie zachody słońca są najpiękniejsze. Odwróciłem się, by popatrzeć na chłopca, stał na schodkach prowadzących do wyjścia z plaży. Widziałem jego przestraszoną minę i zlęknione przypominające wodorosty, zielone oczy. Woda sięgała mi do kolan, bardzo szybko wznosząc się ku górze. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, skóra posiniała. Przypływ zabrał mnie do domu.

Antonina Nizielska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s