Z Kronik Króla Trazymeńskiego (Wyjątek 1)

Górskie wodospady cichym i spokojnym rytmem toczyły swe wody do rzek leniwie płynących wśród lasów i trzęsawisk. Rozległe równiny porośnięte lasami i gęstwinami były wypełnione bujną i pachnącą roślinnością. Pomału zbliżała się wiosna i opustoszałe na zimę łąki znów mogły obrodzić pięknym kolorowym kwieciem, gałęzie zaś drzew powoli obrastały w pąki i liście. Nie minęło wiele czasu, by mroźna pora roku opuściła dolinę, zgarniając swój śnieżny płaszcz z tamtejszych pól.

Mała Ojczyzna

-Ej, Kos! Ważna wiadomość! Przerwałem czytanie książki i podniosłem wzrok. Ah, to tylko mój przyjaciel ze szkoły, Witold Brzeszczykiewicz. Choć płomień świecy już dogasał dobrze widziałem jego twarz. - Wypiłeś matce cały zapas kawy na miesiąc? Jesteś jeszcze bardziej ożywiony niż zazwyczaj. – zażartowałem. - Bardzo zabawne. Słuchaj, słyszałeś wieści? – powiedział podekscytowany. - A co może nas jeszcze spotkać? - Podobno  Saska Kępa i Grochów zostaną dzielnicami stolicy! - Czy to takie dziwne? Saska Kępa dawno temu była jej częścią. Nie słuchałeś na historii? - Słuchałem, słuchałem. Czy rozumiesz co to dla nas oznacza?!